|
Kurak - Wto 04 Mar, 2008 22:25 ech, też chciałbym mieć dziewczynę, która grałaby ze mną w Thiefa... -_- tani_demon - Wto 04 Mar, 2008 23:30 Jak pokażesz tą grę dziewczynie to jestem pewna, że się jej spodoba. Gram też czasem sama, ale zwykle po jakimś czasie już tak się boję, że robię savy co 20 sekund, więc wolę jednak grać z chłopakiem Poza tym nie jestem aż tak "sprawna w boju" i często ciężko mi pokonać np. Młotowców Kurak - Wto 04 Mar, 2008 23:40 na razie nie mam nawet jakiej pokazać tej gry, i raczej się nie zanosi xd Black_Fox - Sro 05 Mar, 2008 12:25 Poza tym nie jestem aż tak "sprawna w boju" i często ciężko mi pokonać np. Młotowców Więc załatw ich sprytem. A jeśli już dojdzie do konfrontacji to... też sprytem i taktycznie. [ Dodano: Sro 05 Mar, 2008 12:27 ] SPIDIvonMARDER - Sro 05 Mar, 2008 16:09 ech, też chciałbym mieć dziewczynę, która grałaby ze mną w Thiefa... -_- Fajnie byłoby mieć dziewczynę, w ogóle, kiedykolwiek. A jakby jeszcze grała w Thiefa itd, to po prostu by było zbyt pięknie. Maveral - Sro 05 Mar, 2008 16:30 Moja dziewczyna gra ze mną w Q3, a Thiefem zainteresowała się niedawno jak była u mnie, więc jak tylko odzyskam Antologię od kumpla, to jej podrzucę Trzeba wiedzieć gdzie szukać Kurak - Sro 05 Mar, 2008 19:45 Fajnie byłoby mieć dziewczynę, w ogóle, kiedykolwiek. A jakby jeszcze grała w Thiefa itd, to po prostu by było zbyt pięknie. dokładnie o tym samym piszę ;] czy ja gdziekolwiek mówiłem coś o tym, że mam dziewczynę? xd nie mam i nie zanosi się, żebym znalazł. a do tego jeszcze matura za 2 miesiące :/ hurr - Sro 05 Mar, 2008 20:10 To ja dodam, że fajnie byłoby mieć CZAS, by grać:p Poza tym - nie wiem, jak można grać z kimś. Ja, kiedy dorwę się do klawiatury nie chcę jej oddać. O! tani_demon - Sro 05 Mar, 2008 20:12 Kurak, E tam, chyba się nie przejmujesz aż tak.. Nowa matura (zwłaszcza z polskiego) to jest sprawa prosta przecież. Masz już temat prezentacji? Ja zdawałam jeszcze starą maturę - na samo wspomnienie aż mnie dreszcze przechodzą, choć to było dawno.. A dziewczyną się nie martw - sama przyjdzie i jeszcze w Thiefa tak będzie siupać że ho ho Bruce - Sro 05 Mar, 2008 21:08 Ja zdawałam jeszcze starą maturę - na samo wspomnienie aż mnie dreszcze przechodzą, choć to było dawno.. No co ty. Bałaś się? U nas to nie była matura tylko parodia. Ja też pisałem starą. Na pisemnej i ustnej zrzynało jak się dało. Na pisemnej z polaka, nasz polonista podszedł do nas i powiedział, żebyśmy wyciągnęli ściągawki i ich nie chowali, jak ktoś z nauczycieli będzie obok nas przechodził. Na matmie było podobnie. Z tym, że nikt nic nie powiedział o wyjęciu ściąg (rozwiązanych zadań). I jestem pewien, że wicedyrektor, który był w komisji przyuważył mnie na ściąganiu hurr - Sro 05 Mar, 2008 21:14 Bruce, nie dobijaj mnie, proszę:) Mnie ten stres również czeka za 60 dni i zanim termin przyjdzie chyba kopnę w kalendarz ze strachu. I do tego te prezentacje! Stara matura była lepsza. SPIDIvonMARDER - Sro 05 Mar, 2008 21:23 Ja tam jedynie sie boje matury z języków obcych, zwłaszcza ustnej PS: hurr, VLO w Twoim opisie to VLO w Gdańsku? Kurak - Sro 05 Mar, 2008 21:24 E tam, chyba się nie przejmujesz aż tak.. Nowa matura (zwłaszcza z polskiego) to jest sprawa prosta przecież. Masz już temat prezentacji? jestem w matfizie i chodzę na korki z polskiego, bo nie zdałem próbnej (operonowskiej) - dostałem tylko 14 za część z pytaniami i 0 za wypracowanie, bo "nie na temat" było xd prezentacja prawie gotowa: pozostało mi dopisać wstęp, zakończenie i troszkę ją dopieścić temat mam "wizerunek kosmity w polskiej literaturze i kinematografii sf", a teza brzmi "kosmici są formą funkcjonalnie wykorzystywaną do zilustrowania procesu zniewolenia człowieka" i staram się ją udowodnić przywołując kosmitów z Niezwyciężonego i Solaris Lema oraz z 2 filmów Szulkina - Wojna Światów. Następne Stulecie i O-Bi, O-Ba. Koniec cywilizacji. poza tym zdaję polski na podst., matmę, fizykę, angielski i niemiecki na rozszerzonych (również ustne). i o ile języki to banał.pl, to z fizyką i matmą jestem w lesie i muszę ostro zakuwać. najgorzej, że poziom matury się stale zaniża, więc nie wiadomo, czy na studiach nie będzie jakichś egzaminów wstępnych :/ w ogóle nie podoba mi się system polskiego szkolnictwa ani to, że mój rocznik jest drugim z roczników królików doświadczalnych :/ a co do dziewczyny, to aż szkoda gadać. nie chcę was zanudzać moimi emo-melancholicznymi myślami -_- hurr - Sro 05 Mar, 2008 21:37 PS: hurr, VLO w Twoim opisie to VLO w Gdańsku? VLO w Warszawie:) A ja czekam z utęsknieniem na polski, boję się tylko ustnego i biologii. No, ale jakoś pójdzie, będzie dobrze, wytrzymamy:) dodano: A tak w ogóle, czy mi się wydaje, czy tematy na polski są inne w każdej szkole? I jakie studia zdajesz, Kurak ? Kurak - Sro 05 Mar, 2008 22:04 hurr - temat sam taki wymyśliłem. choć gdybym miał jeszcze raz taką możliwość, wziąłbym "rola przeznaczenia/fatum w grach komputerowych" albo coś podobnego. chciałbym dostać się na informatykę albo telekomunikację - nie wiem jeszcze, coś z kompami na pewno ;] marek - Sro 05 Mar, 2008 22:24 staram się ją udowodnić przywołując kosmitów z Niezwyciężonego i Solaris Lema nie jestem pewien, czy Solaris pasuje Michal - Sro 05 Mar, 2008 22:34 E tam matura ustna z polskiego. najłatwiejszy element matury chyba. W domu tylko wystarczy napisać a potem to opowiedzieć. Ja puściłem jeszcze 2 fragmenty filmów więc gadanie wcale tak dużo nie było jakby się to mogło wydawać. Niecałe 3 strony tekstu A4 wyszło. A i tak nie wszystko powiedziałem, bo na pamięć tego nie wkułem tylko wiedziałem mniej więcej jak to po kolei leci o czym trzeba mówić. Najgorsze przed maturą było takie zmęczenie psychiczne, że inni już od września zbierają materiały latając po bibliotekach a ja nic. Chciało się mieć to już za sobą. Teraz mając już to za sobą gdy przekonałem się że nie taki diabeł straszny to mogę sobie cwaniaczkować "ee tam" ale przyznam, że bałem się np. że na pisemnej z polskiego będzie jakiś temat, na który za wiele nie wiem i kapa. Też mi mówili, że taka maturka to nic takiego i na studiach będą większe stresy ale do maturzysty niezbyt to dociera. U nas w szkole wszyscy zdali (najlepsze LO w Tychach ) nawet goście co na dwójach jechali przez 3 lata. marek - Sro 05 Mar, 2008 22:47 JA dostałem temat o którym zbytnio nie miałem pojęcia i wyciągnąłem tyle ile się dało z tekstu źródłowego i strzępków pamiętanych informacji - wyszło 50parę %. U nas w szkole wszyscy zdali (najlepsze LO w Tychach ) nawet goście co na dwójach jechali przez 3 lata. _________________ u nas tak samo - to chyba kwestia poziomu (też chodziłem do czołowego liceum w Poznaniu - tylko u nas o ten tytuł się biją 3 licea, więc ciężko powiedzieć, które jest najlepsze). Kurak - Czw 06 Mar, 2008 00:10 nie jestem pewien, czy Solaris pasuje czemu nie? zdaniem moim i mojego korepetytora jest idealne tani_demon - Czw 06 Mar, 2008 00:13 No co ty. Bałaś się? No pewnie Pisemna z polskiego była super, ale gorzej z ustną... to była prawdziwa masakra - wyszło niezbyt dobrze, bo mi się z nerwów pomieszał Kordian z Konradem czy jakoś tak Wspominam to jako coś strasznego eLPeeS - Czw 06 Mar, 2008 01:34 trzeba było wiedzieć dosłownie wszystko Ja tam zawsze w rozmowach ze znajomymi mającymi "nową" przywołuję przykład matury z historii. Na starej musiał człowiek mieć wyrąbane, mniej lub więcej, wszystko od Urukaginy z miasta Lagasz do Wałęsy skaczącego przez płot. Teraz zaś to bardziej sprowadza się do zabawy typu połącz w pary, odczytaj z rysunku (dobrze że nie pokoloruj ) i czasem tylko odwołaj się do jakiejś konkretniejszej wiedzy poza-źródłowej (a przynajmniej tak to wygląda w tych testach co to je dają zawsze przed maturami do Wyborczej). Ponadto co mnie dziwi zawsze to to, że przez 4 prawie lata kładli nam (czyt. mojemu rocznikowi) na historii do głowy żebyśmy czytając te mądre knigi zwracali zawsze uwagę na wszelkie rysunki czy zdjęcia "bo to się przyda na maturze". Siem ni hu-hu nie przydało. Za to Ci którzy zdawali tą rysunkową maturę ostatnimi laty mówią mi ciągle, że im akurat tego robić (tzn. zapamiętywać te fotki itp.) nie kazano - a im akurat byłoby bardzo na rękę potrafić odróżnić tramwaj z okresu międzywojennego od tego z okresu powojennego Co do prezentacji to wiem, że wiele osób nawet palcem nie kiwnie przy ich produkowaniu. Skąd to wiem? Powiedzmy, że znam kogoś kto się fachowo zajmuje pisaniem i organizowaniem takich rzeczy i nieźle na tym zarabia (i nie mówię tu o tych dużych firmach z Warszawy które niby tylko pomagają napisać "plan" - te to dopiero kokosy zbijają ) Michal - Czw 06 Mar, 2008 02:43 a o wiele lepiej trafić na jakąkolwiek państwową (może z paroma drobnymi wyjątkami jak wszelkie AWFy) niż na prywatną. W końcu na studia się idzie zdobyć wiedzę(i spotkać ludzi o podobnych zainteresowaniach), a nie po tytuł. A ja właśnie się zastanawiam czy od października nie pociągnąć drugiego kierunku na AWF. Interesuje się sportem i to bardzo. Z samej ciekawości poszedłbym na jakąś specjalizację związaną z trenerstwem czy coś w tym stylu. Nie dla tytułu, dyplomu czy pieniędzy tylko z pasji. Medycyna, prawo są lepsze? Bo co? Prestiż? Kasa? Im trudniejsze studia tym lepiej? Trzeba też myśleć czy praca po danych studiach będzie nam sprawiała jakąkolwiek przyjemność, czy jedyną motywacją będą pieniądze? Pewnie, że nie można żyć w świecie marzeń np. o byciu kosmonautą ale nie można też na ślepo iść owczym pędem na daną uczelnię, kierunek bo to jest teraz modne, oblegane i znajdę po tym dobrze płatną robotę. Piszesz, że idzie się zdobyć wiedzę, spotkać ludzi o podobnych zainteresowaniach z czym się zgodzę ale co jeśli kogoś interesuje AWF? Ma zrezygnować bo uczelnia ma niższą renomę? Black_Fox - Czw 06 Mar, 2008 11:42 licz testy - jak przeliczysz każdego po przynajmniej 10 podstawowych i rozszerzonych to nie masz co się bać. Poza tym matmę i fizę można zdać tylko podstawiając do wzorów, które się ma podane. Myślenie nie jest potrzebne. Ta, matematyka jest jak kobieta, trzeba umieć wykorzystać. Fizyka podobnie, tylko, że więcej teorii tam jest. Powiem jak u mnie wyglądała ustna: Część osób się ostro przygotowywała, ja sobie przeczytałem kilka książek (co niektórzy oparli całą prezentację na jednej pozycji) i na spokojnie na 2 tygodnie przed matura przygotowałem sobie treść prezentacji, na parę dni przed się jej nauczyłem, opowiedziałem i dostałem (ja! antyhumanista i typowy ścisłowiec z mat-fizu!) 20/20. A to akurat nie prawda, nie ma typowych matematyków i humanistów. Po prostu jak sobie wmawiasz, że jesteś humanistą (jak ja przez wiele lat) to żyjesz w tym utwierdzeniu. To znaczy... dla chcącego nic trudnego. Ale zgodzę się, ze ktoś ma lepsze predyspozycje do j.polskiego lub matematyki, nie zgodzę sie natomiast, ze nie da sie czegoś nauczyć. marek - Czw 06 Mar, 2008 13:57 owszem, zauważyliśmy, a przynajmniej ja, fan sf ;] fantastyki też jest niewiele, bo Tolkien to przecież nie wszystko. no i niewielu nauczycieli w ogóle o tych 2 gatunkach coś mówi na lekcjach. szkoda, bo często, szczególnie sf, są to niezłe "kawałki", poruszające poważne problemy i zmuszające do myślenia. Ja nawet Tolkiena nie miałem :/. Natomiast zgodzę się, że jest wśród nich mnóstwo tytułów, które zmuszają do myślenia - a w szkole nie ma nawet opowiadań (np. Dicka). hurr - Czw 06 Mar, 2008 17:39 No właśnie ja tak nie myślę - z "nowymi maturzystami" mam styczność na codzień i z tego co mi wiadomo, taka prezentacja to tylko przygotowanie pewnej części materiału, na dodatek możesz wybrać temat który Cię interesuje. Na starej maturze (ustnej) - trzeba było wiedzieć dosłownie wszystko (tak przynajmniej było u mnie), niezależnie czy mi się podobał Pan Tadeusz czy raczej Gombrowicz. A ja z kolei nie zgodzę się w tym momencie. Kiedyś matura była czymś "wielkim", mieć maturę oznaczało być kimś wykształconym. Czy na prawdę uważacie, że każdy musi szkołę skończy? Że szpitale są publiczne? Uważam, że szkoły powinny być prywatne i elitarne. Nie, uprzedzam pytanie, nie oznacza to, że mniej zamożni nie mogą do nich chodzić. Wiadomo przecież, że są stypendia. Chciałabym po prostu zerwać z tradycją nieuków, którzy kończą studia, z różnymi płatnymi kursami... Niby dla wszystkich, niby po równo, a jednak w efekcie dochodzi do rozdrobnienia i zatracenia wartości. Stara matura podobała mi się, bo była dla osób myślących(mówię o tej z polskiego) wrażliwych, wrażliwych, bo zainteresowanych światem dookoła. Można było napisać wiersz, esej, wykazać się kreatywnością i pokazać własne zdanie. Odwołam się też do poglądów typu "ścisłe lepsze" albo "humaniści górą". Zdaję sobie sprawę z tego, że obecnie nie można opanować wszystkich dziedzin. Ale wykształcony człowiek powinien mieć pojęcie zarówno o matematyce, jak i klasyce literatury, oraz historii, astronomii, wiedzieć, co to chemia. Mam znajomego, który mówi: Boga nie ma, humaniści czytają puste książki, czym byłby świat bez matematyki- to harmonia i tylko ona jest prawdą. Właśnie tego się boję. Takiego tworu naszych czasów i to też miałam na myśli, gdy powiedziałam, że chcę od maturzystów, młodych ludzi, wrażliwości w podejściu do świata, otwartości i zdolności myślenia. Uff SPIDIvonMARDER - Czw 06 Mar, 2008 17:46 Zgadzam się. Studai powinny byc dla tych, co naprawdę chcą tego, a nie muszą. No i idą na zawody, w których ta wiedza się przyda. Teraz jest taki zwyczaj, że by być kasjerem trzeba być magistrem hurr - Czw 06 Mar, 2008 18:07 gdyby rzeczywiście trzeba było być magistrem, by zostać kasjerem, powiadziałabym, że jest dobrze, ale Tobie chodziło o to, że byle kasjer może być magistrem marek - Czw 06 Mar, 2008 18:48 Problem już jest w szkole średniej - jak sama nazwa wskazuje jest to szkoła _średnia_ czyli to, że jest obowiązek trzymania ucznia (nawet totalnego debila, który nie chce się uczyć) jest zaprzeczeniem tej nazwy. A _wyższe_ wykształcenie? obecnie jak się trafi na studia to mając kasę się je skończy. SPIDIvonMARDER - Czw 06 Mar, 2008 20:09 gdyby rzeczywiście trzeba było być magistrem, by zostać kasjerem, powiadziałabym, że jest dobrze, ale Tobie chodziło o to, że byle kasjer może być magistrem Chodziło mi o jedno i drugie Oczywiscie z lekkim przymróżeniem oka ) Dreen - Pią 07 Mar, 2008 03:35 Nowa matura jest beznadziejnie skonstruowana IMO. Chocby ustna z polskiego, nigdy bym jej nie zdal gdybym nie umial ladnie mowic, zadnej wiedzy u mnie nie przetestowala bo jej nie mialem (tzn z zakresu mojej "prezentacji"). Jedyna jej zaleta jest fakt, ze po przeliczeniu punktow na systemy punktacji w krajach zachodniej europy (a przynajmniej uk) otrzymujemy wstep na wiekszosc dobrych uczelni, nawet jesli tymi samymi punktami mozemy w poslce myslec wylacznie o x-rzednych platnych uczelniach. Niby zaleta, ale w sumie pokazuje ze gdzies tu jest cos nie tak. I nie martwta sie, maturzysci, na studiach bedziecie mieli kilka matur rocznie haha niezly zart xd maeglin - Pią 07 Mar, 2008 10:34 W temacie, taki mały skandalik. Brawa dla psora, który "podzielił się" zadaniami maturalnymi ze swoimi uczniami. http://wiadomosci.gazeta....69,4997431.html hurr - Pią 07 Mar, 2008 14:28 U nas było to samo. Zastanawia mnie tylko na co liczą ci wszyscy ludzie? Że zdobędą pytania do prawdziwego egzaminu? Przecież próba była głównie dla nas samych. Ciekawi mnie jeszcze, czy przed maturą również będą takie przecieki... Zobaczymy. Pablito666 - Pią 07 Mar, 2008 16:34 Ciekawe... U nas z próbną maturą z angielskiego był motyw niezły. Ja pisałem rozszerzoną, a w rozszerzonej do wyboru są dłuższe prace pisemne typu rozprawka, recenzja, opis i opowiadanie. Wszyscy dzielnie nastawieni na pisanie rozprawki (bo najłatwiej oraz że pozostałych to prawie nikt nie umiał sprawnie napisać ) modlili się tylko by nie było jakiegoś beznadziejnego tematu. No więc zasiadamy otwieramy pracę a tam (tu myśl naszła natychmiastowo o kurw*!) Napisz rozprawkę na temat "e-learning pros and cons" czyli za i przeciw nauce przez internet - napisać nie byłby problem tylko wiedzieć co napisać żeby to miało ręce i nogi . no to piszemy jakieś beznadziejne smuty. Po jakimś pół godziny przychodzi dyrektorka i mówi że przerywamy maturę bo coś z płytą dzwiękową było nie tak i że mamy pół godziny przerwy i będziemy pisać nową - inną Wszyscy odczuli ulgę - a temat nowy na rozprawkę to "za i przeciw zamykaniu centrów handlowych w niedzielę" hurr - Pią 07 Mar, 2008 16:37 Wszyscy odczuli ulgę - a temat nowy na rozprawkę to "za i przeciw zamykaniu centrów handlowych w niedzielę" A drugi temat to "opisz osobę, która zmieniła się, gdy osiągnęła sukces"? Czy w każdej szkole są inne tematy? I, tak btw, jak Wasze prezentacje? Jacek - Pią 07 Mar, 2008 17:16 Mogły być inne tematy ze względu właśnie na przecieki. U nas np. języki przenieśli na następny dzień. To wina tych nadgorliwych dyrektorów, którzy zrobili próbną wcześnej, ja bym takich po prostu pozwalniał, nawet sobie nie wyobrażają ile swą bezmyślnością narobili zamieszania i kłopotu innym. Sam się teraz zastanawiam czy w ogóle sprawdzać prace pisemne, u nas większość i tak pewnie tematów i zadań nie znała ale sama świadomość, że były dostępne podważa sens sprawdzania a tym bardziej oceny. A rzetelne sprawdzenie kilkudziesięciu prac to parę dni wyjętych z życiorysu. ps. rozprawka na rozszerzonym to pewniak, zawsze będzie maeglin - Pią 07 Mar, 2008 17:31 Czasami na forach pojawiają się opinie, że nauczyciele po godzinach pracy leniuchują i leżą brzuchami do góry. Ja jednak jestem przekonany, że gdy przychodzi wieczorem, już po zajęciach, zabrać się za stos prac, często jeżących się od różnorakich błędów, że o charakterze pisma nie wspomnę, to idzie się załamać i że żaden domorosły krytyk nie podjąłby się tej harówy. Dyskutuje się tutaj sporo o nowej maturze. Ja jestem jeszcze ze starej i wspominam ją bardzo mile, pewnie dlatego, że miałem wielkie pole do popisu na pisemnej z polskiego i historii. Nie wiem, czy chciałbym pisać wypracowanie ze świadomością, że muszę się dostosować do jakiegoś odgórnego klucza. Jak dla mnie - konformizacja pełną gębą. I jeszcze słówko o jednym z tych bardziej obleganych kierunków. Otóż sprawdzanie egzaminów semestralnych dokonuje się za pomocą skanerów szablonów z odpowiedziami. Nie, żeby to było jakieś novum, ale wolę jednak egzamin vis a vis w gabinecie adiunkta, gdzie mogę zabłysnąć i dać wyraz mojej indywidualności. No i wystarczy tych smętów. Black_Fox - Pią 07 Mar, 2008 20:06 Boga nie ma, humaniści czytają puste książki, czym byłby świat bez matematyki- to harmonia i tylko ona jest prawdą. E... ten cytat jest zajebisty! PS. Nie mogłem się powstrzymać. Łucznik - Pią 07 Mar, 2008 21:05 E... ten cytat jest zajebisty! PS. Nie mogłem się powstrzymać. zgadzam się że jest bardzo mądry(właściwie nie ale ponieważ to z matematyki najlepiej mi idzie to..)hihihi Jacek - Pią 07 Mar, 2008 23:05 Czasami na forach pojawiają się opinie, że nauczyciele po godzinach pracy leniuchują i leżą brzuchami do góry. A zastanowili się ci "opiniodawcy" czy jest jakaś grupa zawodowa, która tego nie robi? Kto jak kto ale nauczyciele są właśnie tymi, którzy akurat nie leżą. Co do starej matury to owszem, było tam jakieś miejsce na indywidualizm ale z drugiej strony bardzo duże pole do nadużyć i niesprawiedliwej, subiektywnej oceny, teraz to w znacznym stopniu wyeliminowano a kto czuje się lepszy ten ma przecież poziom rozszerzony. Michal - Sob 08 Mar, 2008 00:54 Z nauczycielami kosa zawsze i wszędzie hurr - Sob 08 Mar, 2008 09:16 a kto czuje się lepszy ten ma przecież poziom rozszerzony Poziom rozszerzony jest niejednokrotnie prostszy od podstawowego i też, niestety, oceniany według bezsensownego klucza. I do czego to prowadzi? Matura nie sprawdza umiejętności, których uczyliśmy się przez lata, tylko szkoła sprawdza umiejętności, ktorych przez lata uczyliśmy się do matury. Jacek - Sob 08 Mar, 2008 10:52 Może i tak ale klucze dają jednak pewien obiektywizm i porównywalność prac. Nowa matura kładzie nacisk nie na zdolności literackie a na rozumienie i umiejętność analizy tekstu co w praktyce moim zdaniem przydatne jest dużo bardziej. Ja bym obecnie zdecydowanie bardziej wolał zdawać nową maturę, nie byłem mocny w wypracowaniach. Michal - Nie 09 Mar, 2008 01:33 Może i tak ale klucze dają jednak pewien obiektywizm i porównywalność prac. Nowa matura kładzie nacisk nie na zdolności literackie a na rozumienie i umiejętność analizy tekstu co w praktyce moim zdaniem przydatne jest dużo bardziej. Ja bym obecnie zdecydowanie bardziej wolał zdawać nową maturę, nie byłem mocny w wypracowaniach. Święte słowa. Nowa matura nie daje możliwości "lania wody". Jeszcze w gimnazjum jak ktoś napisał długie wypracowanie, w którym trochę było na temat, wiele rzeczy powtarzało się (ubierane były w inne słowa), do tego jeszcze jakieś własne filozofie i rozkminki i oczywiście nauczyciel nabierał się na to. Strasznie mnie to denerwowałem bo zawsze pisałem krótko, zwięźle i na temat i dostawałem 3+ lub 4. W liceum już inna sprawa. Wszystkie sprawdziany wyglądały jak praca pisemna z matury. 2 tematy i punktacja taka jak na maturze. Wtedy dopiero role się odwróciły. Niraz dostawałem 4, 4+ za pracę lekko ponad stronę A4, w której prawie w każdym zdaniu miałem punkty za treśc. Z językiem i pozostałymi kryteriami też było u mnie OK. A widziałem nieraz prace na 5-6 stron, gdzie za treśc był 1 punkt na stronę, do tego jakieś błędy ortograficzne, stylistyczne i w efekcie 2 lub 1. Nauczyciel z gimnazjum takiej osobie z pewnością minimum 4 by postawił... Matura ma właśnie sprawdzac umiejętnośc czytania ze zrozumieniem, wyciągania odpowiednich wnioskow, analizowania a nie pisanie jakiś esejów o wszystkim i o niczym. Co do obiektywizmu także zgadzam się z Jackiem. Nauczyciel ma klucz do tematu, określoną skalę punktów za dany element, który podlega ocenie i musi się do tego stosowac. W starej maturze dla jednego dana praca mogła byc na 5 a dla drugiego na słabe 3 więc trzeba było też miec szczęście. Łucznik - Nie 09 Mar, 2008 09:21 bo zawsze pisałem krótko, zwięźle i na temat i dostawałem 3+ lub 4. mhh dobrze wiedzieć że za 1,5 roku role się odwrócą SPIDIvonMARDER - Nie 09 Mar, 2008 16:59 Ale sumie uczenie się regułek na pamięć też nie jest rozwiązaniem. Własna elokwencja i wyobraźnia też dobrze by było, gdyby grała rolę. Powinno się dążyć do osiągnięcia w odpowiednich proporcjach jednego i drugiego. Jacek - Nie 09 Mar, 2008 18:36 Ale sumie uczenie się regułek na pamięć też nie jest rozwiązaniem A gdzie w nowej maturze masz uczenie sie regułek? Teraz trzeba uczyć sie myślenia a nie lania wody. hurr - Nie 09 Mar, 2008 18:59 Myślenia? Zastanawianie się "co miał na myśli autor klucza" nazywasz myśleniem? To wkuwanie regułek, które są punktowane na egzaminie. To pisanie "tylko tego, co w tekście", jeśli utrafisz w słowo-hasło, masz punkt, jeśli nie, przepadasz. Myślenie i dobre pisanie jest moim zdaniem jednoznaczne. Do napisania dobrego eseju też potrzebujesz książkowej wiedzy. Zobaczie, co nowa matura robi z ludźmi http://pl.youtube.com/wat...feature=related Michal - Nie 09 Mar, 2008 19:35 Jakich znowu regułek? Bo nie wiem o co chodzi. Nie widziałem jeszcze żadnego pytania w stylu "podaj definicję rzeczownika" :] hurr - Nie 09 Mar, 2008 20:04 To tylko początek. Nieprawdą jest, że dostaniesz punkty, jeśli opiszesz, że szlachcic dużo pił, lubił zabawy, chwalił Polskę, walczył o religię itp. itd. skoro nie użyjesz magicznego słowa "sarmata". Poza tym... Ja wiem, że "analiza i interpretacja", "pamiętasz z lekcji", to ładnie powiedziane. Ale skoro tak jest w rzeczywistości to czemu, powiedz mi, w większości szkół już od pierwszej klasy porzuca się rozprawki, eseje, pomija lektury tylko po to, by zdążyć do egzaminu? Szkoła powinna rozwijać, a nie wtłaczać w schematy. Wiele bardzo dobrych wypracowań moich znajomych nauczycielka źle oceniała, tylko dlatego, że nie były "szkolne". Za to osoby, nie posiadające za grosz inteligencji i inwencji zaliczały na samych piątkach. Łucznik - Nie 09 Mar, 2008 20:22 ale mamy na to sposób: westchnąć Michal - Nie 09 Mar, 2008 21:43 To tylko początek. Nieprawdą jest, że dostaniesz punkty, jeśli opiszesz, że szlachcic dużo pił, lubił zabawy, chwalił Polskę, walczył o religię itp. itd. skoro nie użyjesz magicznego słowa "sarmata". Takie proste rzeczy z tekstu to dziecko z podstawówki by wyciągnęło. Maturzysta po 3 latach nauki polskiego w liceum powinien dochodzić już do jakiś głębszych wniosków i domyśleć się, że mamy do czynienia z sarmatyzmem co powinniśmy zaznaczyć w naszej pracy. hurr - Nie 09 Mar, 2008 22:00 No jasne. To może powiesz mi, czemu lepsze wyniki z matur osiągają ludzie z klas matematycznych? A głębszych wniosków, wybacz, nie wyciągam, bo dla mnie głębsze wnioski to np. odwołanie się do obecnej sytuacji, udowodnienie, że utwór jest nadal aktualny, pokazanie odniesień do innych dzieł literackich, filozofii. Nikt nie interpretuje książki dla przyjemności, nie jest sztuką dla sztuki. Fragment ma służyć odbiciu się, ma być wstępem do dalszych rozważań, narzędziem w rękach myślącego człowieka. Na egzaminie to narzędzie staje się tematem. Łucznik - Nie 09 Mar, 2008 22:42 To może powiesz mi, czemu lepsze wyniki z matur osiągają ludzie z klas matematycznych? Oo ja osiągne lepsze wyniki? ja się tu tyle o sobie dowiedziałem że szok Michal - Nie 09 Mar, 2008 23:14 A głębszych wniosków, wybacz, nie wyciągam, bo dla mnie głębsze wnioski to np. odwołanie się do obecnej sytuacji, udowodnienie, że utwór jest nadal aktualny, pokazanie odniesień do innych dzieł literackich, filozofii. Nikt nie interpretuje książki dla przyjemności, nie jest sztuką dla sztuki. Fragment ma służyć odbiciu się, ma być wstępem do dalszych rozważań, narzędziem w rękach myślącego człowieka. Na egzaminie to narzędzie staje się tematem. A jeśli sprawdzającemu nie spodoba się twój tok myślenia? Trafisz na kogoś kto nie będzie potrafił dostrzec twoich racji bo on widzi to inaczej? Nie oceni pracy obiektywnie i zostaniesz skrzywdzona. Nie ma klucza, wzoru, wg którego praca ma by sprawdzana, nauczyciel uzna pracę za stek bzdur i postawi 1 albo z litości 2. Ktoś w innej pracy odwoła się do ulubionej książki starego belfra, któremu zakręci się łezka w oku, przypomną czasy młodości i postawi 5. marek - Nie 09 Mar, 2008 23:15 To może powiesz mi, czemu lepsze wyniki z matur osiągają ludzie z klas matematycznych? Ja mam swoja teorię, którą najlepiej opisuje odpowiedź jednego mojego kumpla jak się go zapytałem, dlaczego poszedł do klasy matematycznej, skoro z matmy jest taki sobie, za to jest dobry z przedmiotów humanistycznych (w tym przypadku historia): "bo humaniści są bez przyszłości, za dużo ich jest, a z matmą mam szanse na jakieś studia po których dobra praca będzie" Zgodzę się z Hurr, że problemem są właśnie pewne ograniczenia. Sam w LO lubiłem historię - teksty źródłowe, łączenie faktów (odległych o kilkanaście lekcji, ale czasowo będące sąsiednimi wydarzeniami), dociekanie szczegółów, przyczyn. Ale niestety nasz historyczka zrobiła sprawdzian na myślenie tylko raz - potem nastąpił zdecydowany protest ze strony uczniów, że lepiej aby były daty To był zarazem sprawdzian na którym mi najlepiej poszło ze wszystkich sprawdzianów z historii - wkuwania na pamięć dat po prostu nie rozumiem i mnie to nie bierze - a to z tego względu, że rzeczy, które wkuję, zapominam po góra parunastu miesiącach. Rzeczy, które zrozumiem i mnie zaciekawią pamiętam. Jestem ciekaw ile osób wkuwających na pamięć różne informacje, później je w ogóle pamięta. Jacek - Nie 09 Mar, 2008 23:52 To może powiesz mi, czemu lepsze wyniki z matur osiągają ludzie z klas matematycznych? Bo są inteligentniejsi, potrafią lepiej kojarzyć pewne fakty i nie leją wody? hurr, cały czas traktujesz szkołę średnią jako przedsionek do, nie wiem, bycia pisarzem czy dziennikarzem, 99% ludzi po liceum nie ma takich ambicji, co więcej, większość przeciętniaków nie potrafi dobrze zrozumieć zwykłego tekstu, po co komu w życiu umiejętność pisania wypracowań i dogłębnej, wieloaspektowej analizy tekstów literackich? hurr - Pon 10 Mar, 2008 00:06 Bo to wzbogaca. A ja chciałabym widzieć w tym państwie mądrych i inteligentnych ludzi, mam 18 lat ledwie i myślę sobie, że chyba dobrze, że w tym wieku jestem jeszcze idealistką. Smutno mi, kiedy na moją prezentację poświęcam pół roku a moi koledzy tydzień i jeszcze się tym chwalą. Nie odpowiada mi "odwalanie" szkoły, "odpracowywanie", w sensie "posiedziałem/posiedziałam 6 godzin i do domu". Może przesadzam. Na ambicje będzie czas PO maturze... _OskaR - Pon 10 Mar, 2008 00:35 Jeśli ktoś uważa, że to, co musi zrobić, nie będzie mu do niczego potrzebne, to po co się wysilać? Zwłaszcza, jeśli dana osoba wybiera się na studia, na które aby się dostać, nie trzeba spełnić jakichś wygórowanych wymagań Dreen - Pon 10 Mar, 2008 00:37 "bo humaniści są bez przyszłości, za dużo ich jest, a z matmą mam szanse na jakieś studia po których dobra praca będzie" takie to wyogolnione ze az bola mnie zeby. jestem ciekawy jakie bylyby wyniki ogolnonarodowej ankiety na temat tego, czy wybrana klasa w liceum ogolnokrztalcacym miala bezposredni zwiazek ze stalym zatrudnieniem. podejrzewam ze wyniki wskazywaly by na "zaden/niewielki" choc moze to poprostu doswiadczenia jedynie moje i wszystkich ludzi jakich kiedykolwiek znalem... edit: prosze nei zrozumiec mnie zle. w TEORII powinno miec to jakies znaczenie. w praktyce (i wine ponosi tu glownie kontrukcja tak zwanych "profili klas") ma moim zdaniem male. eLPeeS - Pon 10 Mar, 2008 00:44 Bo to wzbogaca. A ja chciałabym widzieć w tym państwie mądrych i inteligentnych ludzi, mam 18 lat ledwie i myślę sobie, że chyba dobrze, że w tym wieku jestem jeszcze idealistką. Spojler: "Nie, no to nie do wiary. Nie, to być nie może. Osiem lat podstawówki, cztery liceum. Potem pięć, bite, studiów, dyplom z wyróżnieniem, dwadzieścia lat praktyki, i oto mi płacą, jak by ktoś dał mi w mordę. Ja pierdolę, kurwa! O bracia poloniści, siostry polonistki, stu trzydzieścioro było nas na pierwszym roku. Myśleliśmy, że nogi Boga złapaliśmy, że oto nas przyjęto do szkoły poetów. Szkoła poetów, Jesus, kurwa, ja pierdolę! Przez pięć lat stron tysiące, młodość w bibliotekach. A potem bida, bida i rozczarowanie!" Tak mi się skojarzyło. marek - Pon 10 Mar, 2008 01:09 takie to wyogolnione ze az bola mnie zeby. jestem ciekawy jakie bylyby wyniki ogolnonarodowej ankiety na temat tego, czy wybrana klasa w liceum ogolnokrztalcacym miala bezposredni zwiazek ze stalym zatrudnieniem. podejrzewam ze wyniki wskazywaly by na "zaden/niewielki" Na pewno ma wpływ później na studia - obecnie cały czas odczuwam pozytywny wpływ matematyki na wysokim poziomie w liceum, gdyż na studiach jest mi po prostu dużo łatwiej pojąć niektóre zagadnienia matematyczne, wiele rzeczy już miałem, w przeciwieństwie do bardzo wielu osób z roku. Nawet najsłabsi z matmy ode mnie z klasy z LO po pójściu na studia, na własnych kierunkach z przedmiotów matematycznych byli do przodu w porównaniu z innymi osobami. A więc: tak, profil klasy ma wpływ na naszą przyszłość poprzez czekające licealistę studia. Michal - Pon 10 Mar, 2008 01:17 Mi się nasuwa na myśl fragment utworu Peji: "Przeważnie ideały którym hołdujesz jest za młodu giną w rzeczywistości tak chujowo jest na ogół." krystyn-a - Pon 10 Mar, 2008 01:42 A więc: tak, profil klasy ma wpływ na naszą przyszłość poprzez czekające licealistę studia. W bardzo dobrej sytuacji jest ten, kto idąc do szkoły średniej wie co chce robić w przyszłości. Na ogół dojrzewa się do tego w trakcie nauki, a wiele osób nawet już po zdaniu matury nie ma sprecyzowanych planów co do kierunku studiów. Więc nie sądzę, aby wybór profilu klasy miał tu zasadnicze znaczenie. Jeżeli na studia są wymagane egzaminy (np. studia artystyczne) i tak trzeba się do nich specjalnie przygotowywać. hurr - Pon 10 Mar, 2008 10:48 Do tego są jeszcze studia, które ciężko gdziekolwiek zaliczyć. Ja zamierzam iść na psychologię. Na studiach muszę uczyć się matematyki, by zdać potrzebna mi biologia i chemia. ALE by rzeczywiście osiągnąć coś w tej pracy trzeba też umieć słuchać, być pomysłowym i mieć jakieś artystyczne zdolności, a przynajmniej zamilowania(np. przy pracy z niepełnosprawnymi dziećmi, kiedy siedzisz w poradni i cały dzień kleisz z nimi balony, urządzasz teatrzyki itd.) eLPeeS, zgadzam się w pełni, niestety. Bukary - Pon 10 Mar, 2008 17:20 Nie zdążyłem się jeszcze zapoznać z całym wątkiem (ach, te sprawdziany i klasówki, które trzeba poprawić!), ale jeśli macie jakieś pytania dotyczące matury (z języka polskiego), chętnie pomogę złodziejskiej braci... Zawód: polonista. hurr - Pon 10 Mar, 2008 17:39 Bukary, dobrze by było, gdybyś był w mojej komisji Jacek - Pon 10 Mar, 2008 18:00 Bukary, dobrze by było, gdybyś był w mojej komisji Oj nie wiem czy tak dobrze Bukary - Pon 10 Mar, 2008 19:28 Jacku, ze mnie łagodny gość. Wrodzoną głupotę mogę jeszcze strawić, ale nieuctwa nie toleruję... hurr - Pon 10 Mar, 2008 19:41 ale nieuctwa nie toleruję Aj waj... A lenistwo? SPIDIvonMARDER - Pon 10 Mar, 2008 20:12 Jestem obecnie w humanie i... nie powiem, by wszystko było jak powinno (IMO). "Analiza wiersza". Analizowaliśmy Sofoklesa (Edyp) zdanie po zdaniu i wyszło, że w każdym słowie jest ukryta głeeeeeeboka prawda. Albo facet w takiej sytuacji byłby skończonym geniuszem, albo pisałby to 40 lat. I to jest na maturze. Po kija? Wszak matematyczna analiza wiersza to nie to, co zostało dobrze ukazane w "Stowarzyszeniu Umarłych Poetów". Nie twierdzę, że to nie ma totalnie sensu, ale ja go nie widzę ;/ A co do matury matfiz vs human, to fakycznie osiągaja oni lepsze wyniki, choc ich prace są mnie twórzcze i ciekawe. Własnie czysto matemtyczne, chłodne i logiczne, czyli takie, jakich pożądaja sprawdzajacy. Takie coś o wiele łatwiej sprawdzać, jak się parwie idealnie pokrywa z kluczem, niż zastanawiać się, co maturzysta miał na myśli, nawet jak napisał pięknie i interesujaco. PS: Nie chciałem urazić nikogo z matfizu Bukary - Pon 10 Mar, 2008 20:13 krystyn-a - Pon 10 Mar, 2008 20:14 ze mnie łagodny gość. Wrodzoną głupotę mogę jeszcze strawić, ale nieuctwa nie toleruję... Często nieuctwo jest wynikiem wrodzonej głupoty, co wtedy? SPIDIvonMARDER - Pon 10 Mar, 2008 20:26 Nagroda Darwina? marek - Pon 10 Mar, 2008 22:28 Często nieuctwo jest wynikiem wrodzonej głupoty, co wtedy? Nie do końca - raczej olewactwem ze strony rodziców. PS: Nie chciałem urazić nikogo z matfizu spoko Mnie tez drażni to wyciąganie interpretacji na siłę. Najbardziej mnie rozbiło jak przy przerabianiu "Procesu" Kafki mieliśmy zastępstwo z inną nauczycielką. Pół godziny nam mówiła biografię autora. Ja, który czytałem proces kojarzyłem, że sporo przeżyć głównego bohatera jest analogiczna do przeżyć autora - to się zapytałem, czy można "Proces" uznać za, w pewnym sensie, książkę bibliograficzną czy może wzorował niektóre fragmenty na własnych przeżyciach? Kobieta mnie wyzwała, że w żadnym wypadku, skąd mi to w ogóle przyszło do głowy. A, że byliśmy domyślna klasa, to ją ludzie ogólnie wypytywali o różne rzeczy, dyskutowali. Kobieta czując się poszkodowaną i przegraną poskarżyła się dyrekcji, że gadaliśmy na lekcji (zapomniała dodać, że z nią ). To w końcu jak? Kiedy nam nauczyciel tworzy nie wiadomo jakie cuda, to mamy ślepo przytakiwać (chociaż się to kupy nie trzyma), a kiedy wszystko się układa w logiczną całość, to mamy siedzieć cicho, bo uczeń nie może wiedzieć lepiej od belfra? Jacek - Pon 10 Mar, 2008 23:32 To w końcu jak? Kiedy nam nauczyciel tworzy nie wiadomo jakie cuda, to mamy ślepo przytakiwać (chociaż się to kupy nie trzyma), a kiedy wszystko się układa w logiczną całość, to mamy siedzieć cicho, bo uczeń nie może wiedzieć lepiej od belfra? Ani tak ani tak bo to dupa nie nauczyciel. Ja zawsze mam odpowiedź jak uczniowie próbuja mnie zagiąć albo po prostu pytają np. o jakieś słówko, którego nie znam. marek - Pon 10 Mar, 2008 23:51 Pewnie masz rację - całe szczęście to był pojedynczy przypadek w licku, pozostałe lekcje mieliśmy z naszą polonistką, a ona była z typu tych myślących (dopóki się nei puszczało wodzy fantazji, to było ok). Aczkolwiek, kiedy się człowiek zetknie z czymś takim i uświadomi sobie, że jest wielu słabych nauczycieli, to się przestaje dziwić, że jest tak jak jest. Łucznik - Pon 10 Mar, 2008 23:57 nam w 5 podstawówki próbowali wmówić że słońce to planeta eLPeeS - Wto 11 Mar, 2008 01:00 Lenistwo i nieuctwo w jednym stoją domku... Hmmm... lenistwo chyba leży, a może nawet zalega Jacek - Wto 11 Mar, 2008 18:02 uświadomi sobie, że jest wielu słabych nauczycieli Tak, jest wielu słabych, być może i ja się do nich zaliczam ale są też słabi lekarze, prawnicy, policjanci, urzędnicy, górnicy, informatycy, uczniowie itd., takie jest życie... ale tłumaczenie że "nie umiem bo miałem słabego nauczyciela" jest dla mnie wygodnym zwalaniem winy za własne niedostatki na innych (to oczywiście nie do Ciebie Marek, takie ogólne przemyślenia). hurr - Wto 11 Mar, 2008 19:03 Jacek, z jednej strony rozumiem, co chcesz powiedzieć ale z drugiej musisz też przyznać, że więlu nauczycieli wybiera taką pracę, ponieważ nie nadaje się do innych zawodów. Chodzę do znanej w Warszawie szkoły, ma chyba 5 czy 4 miejsce w rankingu. I co? Okazuje się, że wymagania są duże, a do wysokiej średniej trzeba "dociągnąć" korepetycjami. Z biologii mieliśmy 3 nauczycielki w ciągu 3 lat, z matematyki 4, z fizyki 4, z chemii 3. I jak tu się uczyć, kiedy przez większość czasu zajmuje nam dopasowywanie się do wymagań? Albo kiedy przychodzimy na zajęcia z przedmiotów ścisłych i słyszymy "tego nie robimy, bo jesteście za głupi..." lub "pomiń to zadanie bo i tak nie zrozumiesz". Mam wrażenie, ża cały ten czas zmarnowałam. marek - Wto 11 Mar, 2008 19:37 głupio macie - mi się zmienił tylko nauczyciel od biologii (poprzednia nauczycielka miała problemy z alkoholem(ale nigdy nie zjawiła się w szkole pijana) i poszła w końcu na emeryturę), poza tym jak zaczynałem to w tym samym roku zaczęli pracę ksiądz (bardzo inteligentny człowiek, do pogadania, potrafił używać logicznych i prawdziwych argumentów do obalania wątpliwości oraz do wzmacniania własnego zdania, a równocześnie się nei upierał nigdy przy niczym, czego nie był całkowicie pewny), historyczka (już o niej mówiłem - bardzo w porządku, lubiła historię) oraz matematyk (bardzo ostry i wymagający - dawał zadania na poziomie studiów wyższych, oczywiście z zakresu liceum, uczył myślenia, jako nauczyciel super, jako wychowawca słaby). Poza tym uczyła mnie fizyczka z humorami (która miała dawno nieodświeżaną wiedzę i czasem coś jej się myliło), chemiczka kosa (biol.-chem.-fiz. nam jej zazdrościł, bo im się trafiła dużo słabsza), geograf leń (za to inteligentny i zachęcający do poszerzania swoich wiadomości o różne informacje dość luźno związane z geografią), wuefista staruszek (za to świetnie wysportowany, ze świetnym poczuciem humoru, wielki fan szachów (to też sport) i nurkowania), anglistki: jedna kosa (nauczyła mnie chyba całej mojej obecnej znajomości gramatyki angielskiej), druga trochę słabsza (co nie znaczy, że zła), germanistka mocno ograniczona (i złośliwa - szkoda, że mam takiego pecha jeśli chodzi o germanistki :/ ), o polonistce już mówiłem, reszta nauczycieli przeciętna. I to wszystko w szkole, która co parę lat jest uznawana za najlepsza w Poznaniu, obecnie chyba 2. (a może 3?). Źle nie trafiłem. Mam wrażenie, ża cały ten czas zmarnowałam. przesadzasz na pewno sporo się nauczyłaś - co najwyżej ten okres nie był zbyt przyjemny, a część rzeczy, których się nauczyłaś Ci się nie przyda (może inaczej: jakaś część może Ci się przyda ) eLPeeS - Wto 11 Mar, 2008 20:01 I jak tu się uczyć, kiedy przez większość czasu zajmuje nam dopasowywanie się do wymagań? Przynajmniej się zahartujesz przed studiami, na których to co rok albo czasem i co semestr będziesz zmieniać wykładowców a każdy z nich będzie "lepszy" od poprzedniego - z innymi fanaberiami, różnymi pomysłami, zachciankami czy rodzajami sprawdzania wiedzy. Czasem trafi sie taki co to się będzie lubił mścić jak np. raz w roku będzie za głośno na wykładzie. Heh. Życie Jacek - Wto 11 Mar, 2008 22:16 więlu nauczycieli wybiera taką pracę, ponieważ nie nadaje się do innych zawodów. Tak jak w wielu innych zawodach. A czy uważasz że każdy nadaje sie, w sensie dałby radę być nauczycielem? Wątpię... hurr - Czw 13 Mar, 2008 16:23 Ale zwróć uwagę na to, że jeśli ktoś jest złym lekarzem, to wyleci, słym pracownikiem, zostanie zwolniony. A nauczycieli jest za mało. Poza tym - jeśli ktoś w firmie źle wykona zadania to najwyżej dostaniesz za mało orzeszków w paczce albo suszarka przestanie działać. Nauczyciel to wychowawca. I jeśli on coś schrzani konsekwencje są dużo poważniejsze. Łucznik - Czw 13 Mar, 2008 16:42 I jeśli on coś schrzani konsekwencje są dużo poważniejsze. tworzy kolejnych złych pracowników i kółko się zamyka.... Jacek - Czw 13 Mar, 2008 18:06 że jeśli ktoś jest złym lekarzem, to wyleci, słym pracownikiem, zostanie zwolniony Chyba sobie żartujesz... To powinna połowa WSZYSTKICH zawodów byc pozwalniana. A lekarz nawet gdy coś spieprzy to i tak zwykle nic mu nie robią. Piszecie tak jakby tylko nauczyciel wychowywał, bardzo to wygodne np. dla rodziców. hurr - Czw 13 Mar, 2008 18:18 A czy ja mówię, że rodzice są ok? Nie, rodzice są często bardziej nieodpowiedzialni i głupi od swoich dzieci. Nie ułatwiają nauczycielom pracy. Młodzież też nie jest kryształowa. Ale jeśli ktoś został nauczycielem to chyba powinien sobie zdawać sprawę z tych trudności? Edukacja leży tak samo, jak opieka zdrowotna. To chyba dwa największe, koszmarne problemy tego kraju. Łucznik - Czw 13 Mar, 2008 19:51 Młodzież też nie jest kryształowa. Ekhem... marek - Czw 13 Mar, 2008 20:30 jeśli ktoś jest złym lekarzem, to wyleci, z tym akurat bywa różnie Bukary - Czw 13 Mar, 2008 21:01 Po pierwsze, nauczycieli nie jest za mało. Wręcz przeciwnie: bardzo trudno nauczycielowi znaleźć pracę. Po drugie, nie słyszałem, żeby wywalono z pracy jakiegoś lekarza, który pracuje jak dupa wołowa. Po trzecie: nauczyciel to nie Matka Teresa. Często pracuje tak, jak mu płacą. I nie chrzańcie tutaj o misji etc. Lekarz też ma misję i... głębokie kieszenie. A 99% nauczycieli łapówek nie bierze. Nikt się nie będzie poświęcał dla innych, kiedy sam ledwo wiąże koniec z końcem. Po czwarte, nauczyciel to nie rodzic. Ma wam wtłuc do głowy wiedzę i (czasem) pokazać właściwą ścieżkę lub właściwe ścieżki. Od niańczenia, ucierania nosków, łojenia skóry, głaskania - macie matkę i ojca. Krótko: nauczyciel to nie ksiądz, choć ksiądz bywa nauczycielem. Po piąte, idźcie na Belweder i wykrzyczcie politykom w twarz, żeby w końcu pozwolili nauczycielom uczyć! Teraz nauczyciel ok. 70% czasu poświecanego szkole spędza na nurkowaniu w odmętach biurokratycznego szamba. Dla was, drodzy uczniowie, zostaje 30% jego czasu. Po szóste, ruszcie czasem dupsko i zróbcie coś, co nauczyciela pozytywnie zaskoczy i zmotywuje do lepszej pracy. Jak Kuba Bogu, tak Bóg Kubie. Howgh! hurr - Czw 13 Mar, 2008 21:44 Po trzecie: nauczyciel to nie Matka Teresa. Często pracuje tak, jak mu płacą To jeśli panu/pani X, Y, Z nie podobają się takie zarobki, czemu nie zmieni pracy? Czemu taką wybrał/wybrała? marek - Czw 13 Mar, 2008 22:30 To jeśli panu/pani X, Y, Z nie podobają się takie zarobki, czemu nie zmieni pracy? Czemu taką wybrał/wybrała? i dlatego w szkołach informatyki najczęściej uczą przekwalifikowani nauczyciele innych zawodów. Z matematykami też bywa krucho, dobry chemik też znajdzie prace gdzie indziej. Za to reszta właściwie nie ma zbytnio wyboru - bo jako kto jeszcze może pracować polonista? Michal - Czw 13 Mar, 2008 23:00 Mój ulubiony nauczyciel z liceum powiedział kiedyś na lekcji, że on nigdy nie uczył się dla ocen. Zawsze dla wiedzy, zaspokojenia ciekawości. Dlatego maturę zdał dopiero za trzecim razem i na studiach też nie błyszczał. "Dlatego zostałem tylko nauczycielem". Cała klasa w śmiech a on: "no nie ma się z czego śmiać taka jest prawda". A reszta nauczycieli to w życiu czegoś takiego by nie powiedziała. Sami napinacze i ważni jak magi w zupie. Bo on jest pan magister a ty jesteś gówno. Zawsze lubili grupkę kujonków i dupowłazów. Tylko ten geograf był inny. Super równy gość. Przy tym wymagający i każdy czuł do niego szacunek. Na przerwach zamiast siedzieć i wpieprzać pączki wolał z uczniami pogadać na korytarzu. Albo biegał za szkołę (koleś po 50-ce) i gasił nam papierosy lub robił zdjęcia strasząc, ze wywiesi w gablocie Pewnie zdarzają się też podobni ale w mojej karierze zdecydowana większość była beznadziejna. Dlatego nie kojarzy mi się miło ta grupa zawodowa. Jeszcze by podwyżki chcieli Łucznik - Czw 13 Mar, 2008 23:15 ój ulubiony nauczyciel z liceum powiedział kiedyś na lekcji, że on nigdy nie uczył się dla ocen. Zawsze dla wiedzy, zaspokojenia ciekawości. Dlatego maturę zdał dopiero za trzecim razem i na studiach też nie błyszczał heh pani od biologi do jedego co nie uważał(a cała klasa sztywno siedzi i ani mru mru):-Ty wiesz że ja nie chce tu stać i ci tłumaczyć jak nie słuchasz?wolałabym usiąć wypić kawę.... -(on mówi)To pani wypije... -i zjeść ciastko....ale tu jestem żeby cię czegoś nauczyć żebyś umiał i wiedział! coś w tym stylu... troche straszna nauczycielka ale dobrze tłumaczy... [ Dodano: Czw 13 Mar, 2008 23:16 ] Bukary - Pią 14 Mar, 2008 00:34 Michal - Pią 14 Mar, 2008 01:26 osobę, która uważa, że nauczycielom nie należy się więcej kasy za to, co robią, mogę określić tylko jednym słowem: padalec ssssssssss...... Emotka na końcu zdania miała sugerować, że to taki żarcik. A jeśli by już drążyć ten temat to wg. mnie owszem, zasługują na podwyżki ale podobnie jak i zdecydowana większość pracujących. Ceny rosną i każdy chciałby więcej zarabiać. I podobnie jak nauczyciele każdy znajdzie powody, dla których należą mu się większe pieniądze(praca w warunkach szkodliwych dla zdrowia, narażanie życia, praca poza domem, uciążliwość, duża odpowiedzialność itp. itd.). No a rzeczywistość jest jaka jest. Bynajmniej nie irlandzka :] krystyn-a - Pią 14 Mar, 2008 08:11 A czy ja mówię, że rodzice są ok? Nie, rodzice są często bardziej nieodpowiedzialni i głupi od swoich dzieci. Nie ułatwiają nauczycielom pracy. Młodzież też nie jest kryształowa. Ale jeśli ktoś został nauczycielem to chyba powinien sobie zdawać sprawę z tych trudności? Edukacja leży tak samo, jak opieka zdrowotna. To chyba dwa największe, koszmarne problemy tego kraju. Przykro, że masz problemy ze swoimi rodzicami, bo nie sądzę, abyś w tym wieku miała doświadczenia z innych źródeł. Powiedzmy, że jest to wynikiem "konfliktu pokoleń" a nie Twojej arogancji. Mimo wszystko trochę szacunku dla rodziców (dorosłych) przydałoby się. Co do młodzieży - uważam, że młodzież zawsze jest taka sama, zmieniają się tylko warunki w jakich żyjemy. Jak znam historię, dorośli zawsze narzekali na młodzież i chyba tak już pozostanie, bo niestety w pewnym momencie nie pamięta się swoich zachowań w wieku -nastu lat, a szkoda, można by uniknąć wielu konfliktów. Nie jestem nauczycielem, ale potrafię sobie wyobrazić jak trudny to zawód, a nie zawsze wykonywany przez właściwą osobę. Uważam, że do tego zawodu nie wystarczy sama wiedza, musi być jeszcze umiejętność jej przekazania, sądzę, że tego nie można się nauczyć, albo się to ma albo nie. Poza tym trzeba lubić co się robi, a to już rarytas i niewiele osób może tak o sobie powiedzieć. Tagadi - Pią 14 Mar, 2008 10:25 Ciekawa dyskusja, więc i ja się włączę. Po pierwsze - słuchajcie Bukarego. Bukary wie co mówi. Po drugie - w jednym się myli. hurr - Pią 14 Mar, 2008 11:09 Przykro, że masz problemy ze swoimi rodzicami, bo nie sądzę, abyś w tym wieku miała doświadczenia z innych źródeł. Powiedzmy, że jest to wynikiem "konfliktu pokoleń" a nie Twojej arogancji. Mimo wszystko trochę szacunku dla rodziców (dorosłych) przydałoby się. Przykro, że kiedy brakuje Ci argumentów, próbujesz oprzeć się na rzekomych problemach mojej osoby. Na jakiej podstawie wyciągasz takie wnioski? Wiem, co się dzieje, przez pewien czas chodziłam na zebrania, a to, co tam zobaczyłam było niepokojące. Nauczycielka po kolei prosiła rodziców do siebie i pokazywala im oceny uczniów(zazwyczaj kiepskie). Jedni rzucali się, bo przecież wychowują swoje dzieci bezstresowo i nauczyciel nie ma prawa takich ocen stawiać. Inni wpadali na chwilkę, na moment, nawet nie orientowali się, kto jest wychowawcą. Byli jeszcze tacy, którzy mówili "mój syn ma dobre oceny, to wina innych, że się nie uczą", a kiedy jej ukochany chłopiec zaczął ostro imprezować przyszła z awanturą - bo niby spada poziom nauczania. Najlepsza chyba była mama, ktorej córka nie przychodziła do szkoły od początku roku. Ona o niczym nie wiedziała. "No jak to? Przecież kiedy pytała, co w szkole, ona mówiła 'dooobrze, mamo'. To jak dobrze, to dobrze." To, co mówisz, jest zwyczajnie smutne. Spycha uczniów na pozycję zbuntowanych ignorantów. Bardzo łatwo uciąć dyskusję słowami "arogancja" "twój problem" dzieci głosu nie mają"(w duzym uproszczeniu) Ale im, jako ludziom(o tym, niestety, często się zapomina), szacunek też się należy. A co do szacunku właśnie - nie widzę powodu, dla którego powinno się szanować osobę starszą tylko dlatego, że jest starsza tak samo, jak dla tego, że nie szanuje się osób młodych tylko dlatego, że są młode. Szacunek to coś, co się zyskuje, buduje. Nie będę go miała do starszego pana, który zaczął przeklinać i wyzywać mnie w autobusie, bo nie widziałam go i nie ustąpiłam miejsca. krystyn-a - Pią 14 Mar, 2008 14:22 Do Hurr, No proszę, oto co mnie spotyka za moje dobre serce, przepraszam, jeżeli Cię uraziłam, wcale nie mialam takiego zamiaru, ale po przeczytaniu Twojego tekstu wnioski nasunęły się same. Zareagowałaś zupełnie jak typowa, zbuntowana nastolatka. No cóż, każdy wiek ma swoje prawa i ja to doskonale rozumiem, też miałam -naście lat, też zdawałam maturę, tyle, że starą. Szkoda, że nie przeczytałaś do końca, nie pisałabyś nonsensów w odpowiedzi na mój post. Pozdrawiam i życzę Ci bardzo dobrych stosunków z rodzicami. hurr - Pią 14 Mar, 2008 14:37 nie pisałabyś nonsensów w odpowiedzi na mój post A mnie wydaje się, że zgadzamy się co do wniosków. Ciężko o tym rozmawiać, bo rodzice, kiedy słyszą zarzuty podają swoje argumenty i mają rację, nauczyciele, swoje, uczniowie również. Każdy mowi prawdę, ale to nic nie zmieni. Nie buntuję się przeciw szkole, przeciw normom, nauczycielom, uczniom. Mam tyle samo dobrego jak i złego do powiedzenia i nich wszystkich. Przez pewien czasy bylam przewodniczącą. Nauczycielom przekazywałam skargi uczniów, uczniom przekazywałam zdanie nauczycieli, skończyło się tak, że wszyscy byli wściekli. Każdy jest rozdrażniony tym, że sprawy wyglądają nie tak, jak powinny. Wkurzała mnie bezsilność. Nie mogłam wpłynąć na zachowanie kolegów, nie mogłam negocjować z nauczycielami. A teraz cały ten cyrk jeździ sobie na kółkach i zmierza w stronę majowej przepaści. Bukary - Pią 14 Mar, 2008 15:06 Z tym się nie zgadzam i zgodzić nie mogę. Wychowywałem się w rodzinie nauczycielskiej, gdzie wuj był wieloletnim nauczycielem i dyrektorem szkoły, a ciotka nauczycielką w tejże. Oboje zaczynali swą karierę jako pierwsi powojenni nauczyciele i ich motto przewodnie brzmiało niezmiennie - wszystko dla dzieci. Tak, wszystko dla dzieci... ale własnych. Co do cudzych... Ceremonia przyznania nagrody za twoje bezgraniczne poświęcenie obejmuje również obrządek włożenia kosza na głowę. To nie czasy powojenne! Miałeś kiedyś do czynienia z grupą uczniów w wieku 14-16 lat? Chyba nie... Dzieci, owszem, bywają różne. Ale jakieś 50% współczesnej młodzieży nie widziałoby nic złego w zdarciu z bezbronnej nauczycielki ubrania. Wszystko jasne? Nie było takiej możliwości, aby nie wiedzieli wszystkiego o każdym dziecku w szkole. O sytuacji w rodzinie, uwarunkowaniach, uzdolnieniach, motywach postępowania itp. To chyba żart. Teraz pracuję od 8 rano do 19 wieczór (dosłownie!) i ledwo nadążam. A mam tylko etat. Ze szkoły wracam ok. 16, a potem do 19 siedzę nad papierami, kolejnymi lekcjami, sprawdzianami etc. Mam wiedzieć wszystko o każdym dziecku? To naprawdę musi być żart. Szkoda słów. "Oceniajcie ludzi po owocach ich pracy". Ja nie jestem jasnowidzem czy niańką. Co innego dyrekcja: ona niech sobie gromadzi dokumenty, materiały i robi teczki każdemu uczniowi. Ja nie jestem od tego. Jeżeli cokolwiek mogło zagrozić dziecku w sensie fizycznym lub psychicznym potrafili poruszyć niebo i ziemię aby temu zapobiec. Kolejny żart i zrzucanie na nauczycieli odpowiedzialności za swoich pupilków. Nie jestem ochroniarzem, wielu uczniów przewyższa mnie wzrostem, nie znam karate. Może mam ich rozdzielać w czasie bójek? Znam nauczycielkę, która miała taki pomysł. Skończyła z przetrąconą szczęką. Tagdi, w jakich ty czasach żyjesz? A może mam za uczniem chodzić i pilnować, żeby czegoś głupiego nie zrobił albo żeby jemu czegoś nie zrobiono. W takim razie na każdego ucznia powinien przypadać 1 nauczyciel. Z perspektywy ojca oddającego pod przymusem państwa swe dzieci pod opiekę szkoły ? Ano widzę grono tzw. nauczycieli, bardziej urzędników niż jakichkolwiek wychowawców, sadowiących swe szanowne dupy na urzędniczych stołkach i wykładających ex cathedra o wyższości poglądów nauczycielskich nad poglądami rodzicielskimi. Szufladkujących uczniów według ich zewnętrznych zachowań, bez głębszej analizy motywów postępowania ucznia. Powierzchownych i bezrefleksyjnych, choć jak Bukary stwierdził w 99% nieprzekupnych (w sensie nie skorumpowanych). "Genialna" analiza. Moja rada: poczytaj kilka powyższych akapitów. Najgorsza rzecz, jaką rodzic może zrobić dziecku, to prezentować postawę roszczeniową wobec szkoły i nauczyciela: jeśli tak wymagacie, to dajcie też coś od siebie, rodzice. Dajecie? Na pewno? Przykład pierwszy: posyłamy teraz sześciolatków do szkoły, w zapisach ustawy o szkolnictwie wyraźnie napisano, że organ założycielski szkoły, tj. gmina, ma obowiązek zapewnić dzieciom opiekę podczas dojazdów do niej. Tymczasem zarówno wójt gminy, jak i wielka pani dyrektor szkoły - oboje urzędnicy odpowiedzialni za bezpieczeństwo dzieci, mają to głęboko w dupie i co więcej nie zamierzają w ogóle, pomimo interwencji rodziców, takiej opieki zapewnić. Zarówno nauczycielki, jak i pani dyrektor, bezczelnie żądają od rodziców wystawiania upoważnień do odbioru dzieci ze szkoły, które miałyby zostać podpisane albo przez rodziców, albo przez przypadkowe osoby np. 16-letnie córki sąsiadki. Powołują się przy tym na nie istniejące przepisy i występują wobec rodziców z pozycji siły. Nie za bardzo rozumiem, o co tutaj chodzi. Co ma wspólnego wójt i dyrekcja z pracą nauczycieli w tym wypadku? Chodzi ci o to, że nauczyciel powinien odprowadzać każdego ucznia do domu? Przykład drugi: ostatnio pani wpisała w dzienniczku mojego syna (zerówka) uwagę - syn uderzył swojego kolegę. W tymże samym dzienniczku odpisałem, że syn poniósł karę za niewłaściwe zachowanie, jednak na przyszłość kategorycznie żądam od pani nauczycielki analizy przyczyny i skutku, bowiem wiem że chłopak to spokojny i uwaga dotycząca samego skutku zajścia zupełnie mi nie wystarcza do stosowania jakichkolwiek kar. Czy wiecie, co przeżyłem w związku z moim dość prostym żądaniem ? Wspomnę tylko krótko o obelżywym natychmiastowym telefonie od pani nauczycielki. Ja pierdzielę... Oto właśnie postawa roszczeniowa. "Kategorycznie"! "Żądam"! IMHO zaprezentowałeś tutaj zwykłe chamstwo. Syn pieprznął kolegę w łeb, a nauczyciel powinien zrucić swoje fatalaszki i ubrać się w szatę psychologa lub psychoanalityka (i księdza/siostry/etyka), po czym przeprowadzić dogłębną analizę osobowości i meandrów psychiki chłopca. "Analiza przyczny i skutku"? Może jeszcze dostarczona w skórzanej oprawie? Chcesz wiedzieć, co syn zrobił i dlaczego? Porozmawiaj z nim, na Boga! To TWOJE zadanie. Jesteś jego rodzicem. Jeśli nie potrafisz tego zrobić i masz wątpliwości, czy słuszną karę zastosowałeś... sam wyciągnij wnioski. Nie zrzucaj swoich obowiązków na nauczycieli, którzy - nota bene - i tak wielokrotnie wykonują z własnej woli zadania, które należą tak naprawdę do szkolnego pedagoga. BTW, o problemach z zachowaniem dziecka powinieneś przede wszystkim porozmawiać właśnie ze szkolnym pedagogiem. Od tego jest. A jak wójt nie dał kasy na pedagoga, to jako wyborca możesz się zwrócić z odpowiednim wnioskiem do odpowiednich osób. Ale ty się wolisz czepiać nauczycielki. Polecam to wszystkim rodzicom. Kochani rodzice - nauczycielom należy usiąść na gardle i nie popuścić. Nauczyciel ma wiedzieć i widzieć wszystko co się w szkole dzieje. Dawno nie słyszałem większej bzdury. Wyjdź na peron dworcowy. I zadanie: masz wiedzieć i widzieć wszystko, co się tam dzieje. Siedzę ci na gardle. Spróbuj czegoś nie zauważyć! Pomyśl trochę, zanim wygłosisz taką mądrość. Postawa roszczeniowa jak znalazł! A potem synkowie i córeczki rosną wychowani właśnie w duchu takiego myślenia. Nauczyciele bez misji, to nie nauczyciele - to zwykli oprawcy prasujący żelazkiem zwoje mózgowe młodych ludzi w szkole. Nie widzę przed sobą wielkiej misji. Uczę, przekazuję wiedzę w ciekawy sposób, kieruję podopiecznych w odpowiednią stronę, kiedy potrzebują pomocy, staram się pokazać użyteczność pewnych postaw, czasami bronię działań heroicznych przed wszechobecnym pragmatyzmem, a nawet wspieram uczniów materialnie w nagłych wypadkach (np. pożar). Rozumiem, że dla ciebie nie jestem nauczycielem? A jak zechcesz mi siąść na gardle, to się spodziewaj ode mnie mocnego kopniaka w dupę. O ile lekarz ma małą misyjkę skierowaną do umniejszenia cierpień potrzebującym, to nauczyciel ma prawdziwą misję i bardzo źle się dzieje, gdy o niej zapomina. O! A więc nawet lekarze decydujący o życiu i śmierci nie mają tak ważnej misji?! Jedziesz ze swoim synem pociągiem. Widzisz grupkę chłopaków, którzy próbują zgwałcić dziewczynę. Co zrobisz? Ciekawym, jak pojmujesz swoją misję. Zadzwonisz na policję? Rzucisz się dziewczynie na pomoc, wiedząc, że wystarczy jeden motylek któregoś reprezentanta kwiatu młodzieży i twój syn zostanie bez oka? Odejdziesz? A zatem? Czym więc jest owa misja nauczyciela, który próbuje przetrwać (i na dodatek uczyć!) w dżungli skłądającej się w znacznej mierze z takich "motylkowców"? Czym? Chętnie posłucham. dla obniżania wyrobionego wcześniej statusu nauczyciela, choćby z niego i zostało tylko te 99% nieprzekupności. Jakiego obniżania? Chyba ci się epoki pomyliły. Myślisz zapewne o szkole przedwojennej. Ale wtedy, wierz mi, zarobki nauczycieli oraz ich zadania były zupełnie inne. Nie mówiąc już o uczniach... Sam jestem rodzicem, ale taki numer z kategorycznym żadaniem od nauczyciela "analizy" bójki, w której uczestniczyło moje dziecko, nawet by mi do głowy nie przyszedł. Szczerze mówiąc, nawet mnie tym rozbawiłeś. Chciałbym zobaczyć minę nauczycielki, kiedy przeczytała twoje "żadania". Chyba własnym oczom nie wierzyła... Łucznik - Pią 14 Mar, 2008 15:15 Może mam ich rozdzielać w czasie bójek? u nas się raz w klasię 2 pobiło i...nauczyciel jednego odciągnoł za drzwi(bili się na tarzając po podłodze) a 2 złapał za ramię i na niego nawrzeszczał wiec widzisz.... Bukary - Pią 14 Mar, 2008 15:23 Na jakiej podstawie wyciągasz takie wnioski? Wiem, co się dzieje, przez pewien czas chodziłam na zebrania, a to, co tam zobaczyłam było niepokojące. Nauczycielka po kolei prosiła rodziców do siebie i pokazywala im oceny uczniów(zazwyczaj kiepskie). Jedni rzucali się, bo przecież wychowują swoje dzieci bezstresowo i nauczyciel nie ma prawa takich ocen stawiać. Inni wpadali na chwilkę, na moment, nawet nie orientowali się, kto jest wychowawcą. Byli jeszcze tacy, którzy mówili "mój syn ma dobre oceny, to wina innych, że się nie uczą", a kiedy jej ukochany chłopiec zaczął ostro imprezować przyszła z awanturą - bo niby spada poziom nauczania. Najlepsza chyba była mama, ktorej córka nie przychodziła do szkoły od początku roku. Ona o niczym nie wiedziała. "No jak to? Przecież kiedy pytała, co w szkole, ona mówiła 'dooobrze, mamo'. To jak dobrze, to dobrze." Wypisz-wymaluj obraz wywiadówki. Smutna statystyka: po 8 latach pracy w zawodzie nauczyciela (w różnych szkołach, na wsi i w mieście) muszę stwierdzić, że jakieś 70% rodziców puszcza dzieci samopas i nie ma pojęcia, co tak naprawdę dzieje się z nimi w szkole i poza szkołą. A poza tym, hurr, mądrze prawisz. Ale ja ująłbym sprawę inaczej: szacunek należy się starszym (np. nauczycielom) "z urzędu". I powinnas starszych szacunkiem darzyć... póki na niego zasługują. Jeśli się okaże, że kredyt, jaki od ciebie otrzymli, był przyznany niesłusznie, to rzeczywiście nie masz obowiązku ich szanować. Przykład? W gim. nauczyciel mówił "nie wolno wam wyjść, jeśli to zrobicie obniżę wam ocenę z zachowania" Tutaj przy wejściu czatuje ochroniarz. Nie ma nawet możliwości wyboru. Może to mała rzecz, ale jest pewnym "znakiem" tego co dzieje się na codzień. Mam wrażenie, że kiedyś uczono nas odpowiedzialności, tutaj są tylko rozkazy, jak w wojsku. Przychodzimy na lekcje, których nie ma, mimo, że zostały odwołane nikt nas nie poinformował, bo jeśli dyrektor mówi "macie siedzieć w szkole" to macie w niej siedzieć, nawet nie robiąc nic. Wypuścili nas po 4 godzinach. No i kolejny przykład na konflikt interesów rodziców (Tagdi) i dzieci (hurr), w wyniku którego wina jest zrzucana na nauczycieli. Tagdi żąda, żeby nauczyciel czuwał nad bezpieczeństwem jego dziacka, a hurr się domaga, żeby dzieci mogły opuszczać teren szkoły w czasie, kiedy zostały zostawione pod opieką nauczycieli. Może byście się tak w końcu dogadali między sobą, kochane dzieci i kochani rodzice? Wszystkim byłoby lżej. _OskaR - Pią 14 Mar, 2008 16:18 jak jedna dziwczyna nazwała mnie głupim c*ujem ... W podstawówce w sumie to standard, zwłaszcza, jeśli ktoś uczy się lepiej od innych- wtedy ma się przerąbane- jak się noga powinie, to się wszyscy śmieją itd. Zresztą, co tu dużo mówić- każdy chyba był w podstawówce i wie, jak było, a dzieciaki pozwalają sobie na wiele, bo im wolno. Ale należy pamiętać, że złe zachowanie zostało wyniesione z domu, a w szkole w pewien sposób ewoluowało, z powodu braku kontroli. Nie ukrywajmy- od rodziców zależy bardzo wiele i póki mały człowieczek nie stanie się dorosłym, musi być prowadzony za rączkę. Szkoła naturalnie jest również ważnym elementem, a nauczyciele niestety nie zawsze reagują tak, jak powinni i uważają że konflikty między uczniami powinny być rozwiązane przez uczniów. Dla jednego już sama groźba otrzymania uwagi będzie wystarczającą karą, dla innych nawet obniżenie oceny za zachowanie niczego nie zmieni. Dużym błędem było stworzenie gimnazjów. O ile w podstawówce każdy czuł się jeszcze dzieckiem, w gimnazjum wszyscy wkraczali w nowy etap "dorosłości", moim zdaniem o kilka lat za wcześnie. Stary system był pod tym względem lepszy. A co do zmuszania do nauki itd.- gdyby nie było przymusu, mało kto by się uczył. Tylko, że 10 lat później okaże się, że braki w wiedzy ciężko będzie nadrobić. Wątpię, żeby np. 10-latek wiedział, kim zostanie w przyszłości, czy jakie studia wybierze. Bukary - Pią 14 Mar, 2008 16:27 Dużym błędem było stworzenie gimnazjów. O ile w podstawówce każdy czuł się jeszcze dzieckiem, w gimnazjum wszyscy wkraczali w nowy etap "dorosłości", moim zdaniem o kilka lat za wcześnie. Stary system był pod tym względem lepszy. Święte słowa. Tworząc gimnazja, nasi decydenci rozwalili wszystko, co w tym systemie edukacji miało jeszcze sens... Kurak - Pią 14 Mar, 2008 17:29 włączę się i ja do dyskusji, bo robi się ciekawie najbardziej trzeźwy pogląd na sprawę mają imo Bukary i hurr. myślę, że nie wszyscy powinni dostać podwyżki - przede wszystkim politykom należy obniżyć płace tak, aby zostawali nimi ludzie z powołania, a nie ci, którzy chcą dorwać się do koryta. stworzenie gimnazjum rzeczywiście było głupim pomysłem, a już na pewno było nim skrócenie liceum o rok. podejrzewam, że i ja, i hurr odczuwamy teraz brak tych kilku miesięcy nauki JEDYNIE przedmiotów potrzebnych do matury. ponadto mnie też wkurza podejście do młodzieży, jakie mają np. moi starzy: jak mam inne zdanie, to dlatego, że jestem w "buntowniczym wieku", a zresztą i tak się mylę. nie myślcie, że nie próbowałem z nimi o tym porozmawiać, bo próbowałem i to wielokrotnie, ale we własnym oku ciężko tą przysłowiową belkę zauważyć. jestem za traktowaniem dzieci i młodzieży jak ludzi, którzy też MOGĄ mieć czasem rację. mimo wszystko tzw. "doświadczenie życiowe" naszych rodziców często się już teraz nie przydaje. sprawa kontaktów między n-lami i rodzicami: "wchodzenie n-lom na gardło" czyli tzw. "postawa roszczeniowa" to głupota, gdyż w ten sposób niczego się nie osiągnie. n-l też człowiek (przynajmniej większość, bo zawsze znajdą się odszczepieńcy xd) i można z nim normalnie porozmawiać. zresztą, samo podejście typu "chcę, żeby mój syn kończył wcześniej lekcje, bo w tym roku ma maturę" jest zachowaniem po prostu infantylnym; czasem po przemyśleniu sprawy może się okazać, że lepiej, by po zmroku (zimą) kończyli licealiści, niż pierwszaki z gimnazjum, czyli często jeszcze dzieci, które łatwiej okraść. ad. kontaktów między rodzicami a uczniami: uważasz, że twój syn/córka to aniołek i niewiniątko? człowieku, zauważ, że MOŻESZ SIĘ, KURDE, MYLIĆ!!! bosz, ile to razy w podstawówce sam byłem świadkiem, jak chłopaki robili coś złego, a potem rodzice latali do wychowawcy z pretensjami :/ tak to jest, jak się nie zna własnego dziecka, nie umie z nim porozmawiać i w dodatku wierzy się w każde jego słowo :/ a potem takie dzieci się często staczają -_- hurr - Pią 14 Mar, 2008 19:58 A poza tym, hurr, mądrze prawisz. Ale ja ująłbym sprawę inaczej: szacunek należy się starszym (np. nauczycielom) "z urzędu". I powinnas starszych szacunkiem darzyć... póki na niego zasługują. Jeśli się okaże, że kredyt, jaki od ciebie otrzymli, był przyznany niesłusznie, to rzeczywiście nie masz obowiązku ich szanować. Dzięki, że dopisałeś to, czego nie zdążyłam edytować Jacek - Pią 14 Mar, 2008 20:47 Ale gdybyście Wy mieli przez pół roku lekcje z fizykiem z Afryki, który nie mówi w żadnym języku TEŻ bylibyście wkurzeni Pewnie tak ale jedna uwaga hurr, taka ogólna: to że jechałem zepsutym samochodem i dlatego miałem wypadek nie znaczy, że wszystkie samochody są złe. Kręcisz się w wypowiedziach wokół garstki swoich, nie zawsze udanych nauczycieli, którzy nie są reprezentatywni dla całej grupy zawodowej. Bukary, dobrze że jestes bo ja bym nie miał siły odpowiadać na wszystkie zarzuty Tagadiego i co niektórych. Tagadi - Pią 14 Mar, 2008 21:03 Bukary - z Twojej wypowiedzi wynika w zasadzie tylko jedno - potężne rozgoryczenie. Odpowiem więc krótko i po łebkach: hurr - Pią 14 Mar, 2008 21:08 Kręcisz się w wypowiedziach wokół garstki swoich, nie zawsze udanych nauczycieli, którzy nie są reprezentatywni dla całej grupy zawodowej. A czy to znaczy, że nie slyszę, co dzieje się w innych szkołach? To, że jestem zdenerwowana i czasem dobieram źle słowa nie oznacza, że coś miałoby się zmienić w sposobie mojego myślenia. Zdanie pozostaje to samo. Bukary - Pią 14 Mar, 2008 22:06 Tagadi, krótko: czekam, aż mi podasz przepis, z którego wynika, że mam odprowadzać ucznia do domu i chodzić za nim na przerwie (może nawet do kibla?). I czekam, aż mi powiesz, w jaki sposób mam pilnować na swoim dyżurze np. 50 uczniów snujących się po korytarzach. Tylko proszę jasno i od strony praktycznej. Sformułowania typu: "nauczyciel ma zapewnić uczniowi bezpieczeństwo w szkole" możesz sobie darować. Konkrety, proszę. Rewirowy też ma obowiązke zapewnić bezpieczeństwo mieszkańcom swojej dzielnicy. Jeśli jakiś facet zabije żonę i pokroi ją na kawałki, to będziesz krzyczał, że rewirowy jest winny? Bardzo jestem ciekaw, jak taki rodzic wyobraża sobie pracę nauczyciela - od pierwszej do ostatniej przerwy. Coś mi się wydaje, że nauczyciel to dla ciebie psycholog, policjant, ochroniarz i strażnik więzienny w jednej osobie. Trzeba skłonić rządzących i rektorów, żeby wprowadzili na studiach pedagogicznych dodatkowe przedmioty: kung-fu, ochrona osób i mienia, psychologia kliniczna etc. Ja ci chętnie powiem, jak to wygląda w praktyce i jak sądy się zapatrują na sprawę odpowiedzialności nauczyciela. Obowiązkiem nauczyciela jest pełnić dyżur w oznaczonym miejscu o oznaczonej porze. Jeśli jakiś uczeń zaszlachtuje innego nożem, to nauczyciel, który był w pobliżu miejsca zdarzenia (na dyżurze), jest jedynie świadkiem (nawet jeśli nie interweniował bezpośrednio). Jeśli interweniował, to policjant, którzy przyjeżdża na miejsce zdarzenia, okazuje nie tylko zdziwienie, ale i wyraża podziw. (Tak, opowiadam o rzeczach znanych mi z doświadczenia). I możesz być pewien, że żaden sąd nie pociągnie owego nauczyciela do odpowiedzialności. (Wiem, wiem, ty byś chciał, żeby odpowiadał za winy wszystkich uczniów, którzy są w zasięgu jego wzroku). Daruj więc sobie bajeczne opowieści o jakichś wydumanych przepisach prawnych. Nauczyciel nie jest jasnowidzem i nie siedzi w głowach swoich podopiecznych. I nie może odpowiadać za ich idiotyczne zachowania. Spotyka się z nimi zazwyczaj tylko 4 godziny w tygodniu. Jak się to ma do czasu, jaki z nimi spędzają rodzice? Kto ma rzeczywisty wpływ na zachowanie dziecka? Sam sobie odpowiedz na to pytanie. Boże, uchowaj polskie szkolnictwo od takich rodziców. A jeszcze bardziej uchowaj od nich dzieci. Określenia, którymi zwracałeś się do nauczycielki, są po prostu wyrazem bezczelności i chamstwa. A metoda "siadania na gardle" tylko to potwierdza. Z psychologicznego punktu widzenia twoja postawa roszczeniowa jest może nawet zrozumiała. Synek rusza do szkoły i boisz się o to, co z nim będzie. Ale tutaj zawodzi logiczne myślenie: na jego los wpływ maja tysiące czynników. I zrzucanie całej odpowiedzialności na jakiegoś nauczyciela jest tylko wyrazem twojej krótkowzroczności. Znowu zroumiała reakcja: boję się, więc odpowiadam agresją. Skoro przytaczasz dzieła filozofów i etyków, to radzę, żebyś się w nie rzeczywiście zagłębił. Twoje dziecko będzie bezpieczne jedynie wówczas, gdy na szyi założysz mu obrożę, do niej przyczepisz smycz, a nauczycielowi pozwolisz tę smycz dzierżyć przez cały czas. Nie zapomnij też wynająć opiekunki, która będzie dziecko odprowadzać do szkoły i przyprowadzać do domu. Aha, i pogadaj ze sprzątaczkami, żeby uważały przy pastowaniu szkolnych schodów. Wszak dziecko może się poślizgnąć i skręcić kark. I jeszcze jedno: nauczyciel ma nie tylko obowiązki, ale też pewne prawa. Chociażby do przerw i odpoczynku w czasie pracy. A na to są już konkretne przepisy... A co do stwierdzenia, że nie powinienem być nauczycielem... myślę, że moi uczniowie by się z tobą zupełnie nie zgodzili. I to jest jeszcze w tym wszystkim pocieszające. A dlaczego by się nie zgodzili, to już opowieść na inną okazję... marek - Pią 14 Mar, 2008 22:12 A co do szacunku właśnie - nie widzę powodu, dla którego powinno się szanować osobę starszą tylko dlatego, że jest starsza tak samo, jak dla tego, że nie szanuje się osób młodych tylko dlatego, że są młode. Szacunek to coś, co się zyskuje, buduje. Nie będę go miała do starszego pana, który zaczął przeklinać i wyzywać mnie w autobusie, bo nie widziałam go i nie ustąpiłam miejsca. Z tym się zgodzę - aczkolwiek pewien "kredyt" szacunku starszym osobom się należy - swoje już przeżyły i swoje już wiedzą. A to, że czasem bardzo szybko w moich oczach mogą stracić ów szacunek to inna sprawa - są tylko ludźmi. Tagadi - Pią 14 Mar, 2008 22:33 Bukary - będzie krótko. Nie zwróciłeś uwagi, że pisząc o dojazdach do szkoły i związanej z nimi opieki pisałem również o odpowiedzialności w tym zakresie przedstawicieli gminy (wójta) i dyrektora szkoły. Nie pisałem natomiast o nauczycielach i ich roli w tej sprawie - jedynie o tolerowaniu przez nich tego stanu rzeczy. Tak więc przepisu nie dostaniesz, bo będzie nie na temat. Mówiąc o odpowiedzialności za bezpieczeństwo dzieci mówię wyłącznie o odpowiedzialności w obrębie szkoły i o odpowiedzialności nauczyciela w klasie na lekcji oraz poza klasą na przerwach, o ile jest do tego wyznaczony. Nie jestem w końcu idiotą. O sądach, prokuratorach i odpowiedzialności za wypadki mi nie mów - w końcu jestem również przy okazji zakładowym inspektorem BHP. Poglądy, które na ten temat reprezentujesz na tym forum skrzętnie ukrywaj przed Państwową Inspekcją Pracy - taka drobna rada. Reszta to bełkot, z wyjątkiem stwierdzenia, że jesteś dobrym i lubianym nauczycielem - w to raczej nie wątpię tak bardzo. Gdzieś tam również stwierdziłeś, że taki Tagadi siadł by ci na gardle za fizyczne ukaranie syna - otóż dostałbyś raczej moje błogosławieństwo w tym zakresie (tyle że w pewnych granicach). Nie jestem jednostronny, a na życie patrzę zwykle obiektywnie. Znam problemy nauczycieli, zwłaszcza z obecną młodzieżą. Zwróć uwagę na to, że za wychowanie młodych odpowiada przede wszystkim rodzic, potem nauczyciel, a potem reszta społeczeństwa. Teraz jesteś w sytuacji przegranej - masz nielicznych sensownych rodziców, brak ci zapału, a społeczeństwo ma to wszystko w dupie. Przypomnij sobie, co się działo, gdy zrobiłeś jakiś wyskok w latach swojej młodości np. na ulicy - zaraz znalazł się jakiś dobry obywatel, który wybijał ci to z głowy i kierował do odpowiedniej instancji (ojciec, albo milicjant). Teraz już nie masz takiego wsparcia i to jest jedna z poważnych przyczyn panowania przemocy w szkołach. Bukary - Pią 14 Mar, 2008 22:54 Bukary - będzie krótko. Nie zwróciłeś uwagi, że pisząc o dojazdach do szkoły i związanej z nimi opieki pisałem również o odpowiedzialności w tym zakresie przedstawicieli gminy (wójta) i dyrektora szkoły. Nie pisałem natomiast o nauczycielach i ich roli w tej sprawie - jedynie o tolerowaniu przez nich tego stanu rzeczy. Tak więc przepisu nie dostaniesz, bo będzie nie na temat. Ale co to znaczy "tolerowaniu"? Mają iśc do wójta albo dyrektora z petycją? Przecież to twoje zadanie. Twoje jako mieszkańca gminy. O sądach, prokuratorach i odpowiedzialności za wypadki mi nie mów - w końcu jestem również przy okazji zakładowym inspektorem BHP. Poglądy, które na ten temat reprezentujesz na tym forum skrzętnie ukrywaj przed Państwową Inspekcją Pracy - taka drobna rada. Co mam ukrywać? Napisałem ci wyraźnie, jak sprawa wygląda w PRAKTYCE, a nie w teorii. Teorie są zazwyczaj piękne ("nauczyciel ma zapewnić uczniowi bezpieczeństwo"), ale nijak się mają do życia. Gdzieś tam również stwierdziłeś, że taki Tagadi siadł by ci na gardle za fizyczne ukaranie syna - otóż dostałbyś raczej moje błogosławieństwo w tym zakresie (tyle że w pewnych granicach). Nigdzie tak nie napisałem. Nigdy na dziecka ręki nie podniosłem. Pisałem, że rodzic siadłby mi na gardle, gdybym np. rozdzielając uczniów w czasie bójki, wykręcił jednemu rękę. Jak zwykle, trzeba znaleźć złoty środek. Trochę życzliwości, proszę, drodzy rodzice. I się dogadamy. Łucznik - Pią 14 Mar, 2008 23:04 Sam na siebie ukręciłeś bicz tym przykładem. Twoje zachowanie było karygodne. Walnąłeś koleżankę, bo cię wyzywała. No dajże spokój! nauczyciel nie rozwiązał problemu to ja to zrobiłem [ Dodano: Pią 14 Mar, 2008 23:06 ] Bukary - Pią 14 Mar, 2008 23:07 Łucznik - Pią 14 Mar, 2008 23:07 Trochę życzliwości, proszę, drodzy rodzice. troche życzliwości panie profesorze.... Bukary - Pią 14 Mar, 2008 23:08 Łucznik - Pią 14 Mar, 2008 23:09 , który cię "nie upilnował". a co mógł zrobić ? nie no szczerze co? przelecieć lotem koszącym 10 metrów i zatrzymać mnie xD?(stał w drzwiach klasy ) po prostu było tej dziewczynie wpisać odrazu uwagę! a nie że raz daruje bo to dziewczyna (w tym momęcie czyłem się zdyskryminowany) Tagadi - Pią 14 Mar, 2008 23:13 Tolerowanie - tzn. w tym przypadku zaniechanie dokonania czynności mającej na celu naprawę lub zapobieżenie nieprawidłowości lub łamania obowiązującego prawa. Zgadzam się, moją rolą jest zwrócenie na to uwagi jako rodzic i mieszkaniec gminy. Tą samą rolę posiada nauczyciel - widząc nieprawidłowość powinien udać się do dyrektora z petycją aby w końcu ruszył dupę w tej sprawie. "Nauczyciel ma zapewnić uczniowi bezpieczeństwo" - to nie tylko piękna teoria, ale też i zbiór przepisów prawnych, które mają być przestrzegane i to jest właśnie PRAKTYKA. W praktyce, w razie np. ciężkiego wypadku w szkole, gdybym to ja był tam inspektorem, a ty nauczycielem wyznaczonym do dyżuru, najprawdopodobniej pozamiatałbym tobą podłogę w sensie prawnym. Mam nadzieję, że choć w skrócie orientujesz się co to jest wykroczenie lub przewinienie poprzez zaniechanie. Tylko wyjątkowe okoliczności łagodzące mogłyby cię przed tym uchronić. A życzliwości mi nie brakuje - być może nawet broniłbym cię przed sądem wyszukując takie właśnie okoliczności. A propos tego walnięcia dziewczyny - to właśnie rolą wyznaczonego do dyżuru nauczyciela jest zapobieganie takim konfliktom i gaszenie ich w zarodku. Łucznik - Pią 14 Mar, 2008 23:14 no ale weź postaw się w mojej sytuacji: Nauczyciel(właściwie to nauczycielka ) ma gdzieś że ktoś cię wyzywa,nie wpisuje mu uwagi bo to dziewczna ta dziewczyna znowu cię wyzywa ... no bądź człowiekiem! czy w życiu nikogo nie dźgnołeś/uderzyłeś/oplułeś/kopnąłeś gdy cię obraził? chociaż 1 >jedyny< raz?(nie ma niewinnych są tylko źle osądzeni....) [ Dodano: Pią 14 Mar, 2008 23:17 ] Podobne wątki
Matura, magisterka, praca semestralna - za ile? TDS - testy wydajności kart graficznych w nowym Złodzieju Nowa FM - Ghost Town (T2) Thief 3 w oczach www.pegi.info Gildia Oświeconych - błędy? Nowy komp w domu i .... Tworzenie plików Acrobat Reader |